piątek, 15 sierpnia 2014

Kolejny wiersz mojego autorstwa. Łapcie ;D

Cicho

Nucę cicho piosenkę,
Spoglądając za okno.
Dzień kłania się już na dobranoc.
Usypia ptaki delikatnym wietrzykiem.
Opowiada bajki na dobranoc
Cichym szumem drzew, 
A srebrna kula na niebie,
Śle promień nadziei na leprze jutro.

środa, 6 sierpnia 2014

No to jedziemy dalej ;D

Nadzieja 

Dziewczyna we śnie, spacerowała po plaży i szukała muszelek. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje lecz w koło nikogo nie było. Na plaży wiał porywisty wiatr, który rozwiewał jej długie, blond włosy i białą suknię z tiulu. Nad jej głową unosiły się ciężkie, czarne chmury srogo spoglądające czarnymi oczyma.
-Kim ona jest?- zapytała chmura swoją koleżankę  chmurkę.
  -Nie wiem ale wydaje mi się, że jest kimś bardzo smutnym.
  –Czemu tak twierdzisz? Jest przecież piękna. Na naszej plaży znajdzie wszystko czego może zapragnąć. Cóż, nie ma tu tylko żadnych muszelek… Myślisz, że z tego powodu jest smutna? Widzę, że ich szuka… Dam jej dużo muszelek!
                 Cała plaża trzęsła się wraz z okrzykiem chmury. Na raz powiał wielki wicher, tak mocny, że Evelyn przewróciła się na miękki piach. Następstwem wielkiego wiatru była wielka fala, zalewająca cała plażę. Gigantyczne bałwany powstały na raz i niczym gladiatorzy, rzuciły się do walki, ocierając się o siebie i tworząc przy tym jedną, potężną fale. Kiedy plaża została zalana, w mgnieniu oka woda zniknęła, a przy brzegu było wiele pięknych muszelek. Wielka fala nie zrobiła Evelyn krzywdy, jedynie zmoczyła ją. Dziewczyna miała teraz dużo muszelek pod swoimi stopami. Nie zrobiły one jednak na niej wrażenia ani nie zaspokoiły jej, gdyż bardziej przejęła się mokrą suknią.
-Chyba nie o to chodziło- oznajmiła chmurka- nadal wydaje się smutna.
  –Więc czego chce ta dziewczyna?
 -Może powinnyśmy zapytać ? 
 -Nie wiem czy to dobry pomysł. Ludzie są dość dziwni. Czasem wydaje się, że są smutni i potrzebują rozmowy, jednak kiedy chcesz pomóc przybierają sztuczny uśmiech, zamykają się, a w ich wnętrzu pojawiają się ciemne, burzowe chmury. Spójrz na nią. Czy nie jest tak w jej przypadku?
                Dziewczyna poprawiała swoją zmoczoną suknię nie patrząc, że to czego szukała leżało u jej stóp. Zaczęła iść brzegiem patrząc przed siebie. Co jakiś czas odwracała się czując, że ktoś ją obserwuje, a jaj długie włosy rozwiewał porywisty wiatr.
                Plaża zdawała się nie mieć końca. Piach przyczepiał się do stup blondynki, a zimna woda obywała je. Powtarzające się ruchy wody i wciąż porywisty wiatr, sprawiały wrażenie monotonii i marazmu. Do koła był tylko piach, morze i zaciągnięte chmurami niebo. Wszechogarniająca pustka i zimne barwy krajobrazu były jedynymi towarzyszami dziewczyny  w jej wędrówce donikąd. Chmury przyglądały się w milczeniu. Ich srogie spojrzenia nie odstępowały dziewczyny na krok, a ich usta nie wypowiedziały ani słowa. Chmury i zimna woda ciągnęły sią aż po horyzont, a fale nieustannie ciskały o brzeg.
                Zmęczona dziewczyna usiadła nad brzegiem, skuliła się i ukryła w ramionach bladą twarz. Rozwiane włosy okryły ją, a na piasek spadło kilka kropel. Chmury burzowe w jej wnętrzu wzięły górę                                                i spadł gorzki deszcz łez. Po chwili blondynka uniosła zapłakaną twarz. Jej oczom ukazał się wysoki mężczyzna z rudą brodom i włosami, które sięgały do szyi, a końcówki ich były nieco postrzępione. Cwaniacki uśmiech i błysk w oku przypominał kogoś dziewczynie. Czarne, wysokie buty i wytarta, skórzana kurtka nadawały coraz pewniejszych podejrzeń. Zadarty nos, i blizna pod prawym okiem utwierdziły dziewczynę w jej podejrzeniach. Był to jej ojciec.
 Devon stał naprzeciwko dziewczyny i wyciągał do niej rękę. Kiedy ta chciała ją złapać, ojciec zniknął i pojawił się daleko w morzu. Mężczyzna krzyczał coś, jednak Evelyn nie słyszała go. Postanowiła więc wstać i pobiec do niego. Dziewczyna gwałtownie zerwała się i zaczęła brodzić w morzu. Biegła wciąż dalej i dalej, a zimna woda zalewała ją już do szyi. Kiedy blondynka płynęła już coraz dalej, ojciec oddalał się. Stał na wodzie wciąż krzycząc. Evelyn  nie czuła już dna pod stopami. Dziewczyna zawzięcie płynęła, a duże fale uporczywie atakowały jej drobne ciało.
-Patrz!- krzyknęła chmurka- Utopi się! 
 - Wydaje mi się, że ona wie co robi. Wie, czego chce.
                Chmurka zasępiła się ale nic nie powiedziała. Patrzyła na to co się dzieje, w zupełnej ciszy. Patrzyła jak fale uderzają w dziewczynę i podtapiają ją. Jak trudzi się aby osiągnąć coś niemożliwego. Jej wiara w wytyczony cel była zadziwiająca dla chmurki.
-Chmuro, czy wszyscy ludzie tak mają?
 -Ale jak mają?
-Tak, że wierzą w coś czego nigdy nie uda im się zrobić, że wierzą w pustą nadzieję.                                                                                   

–Nadzieja nigdy nie jest pusta. Nawet jeśli wydaje się, że cel jest praktycznie niemożliwy to nadzieja sprawia, że wierzymy w jakąkolwiek możliwość, która przybliży nas do wymarzonego celu. Nadzieja nigdy nie jest pusta i nigdy nie umiera. Spójrz na tą dziewczynę. Spójrz w jakim trudzie i znoju pokonuje mordercze fale aby usłyszeć słowa, które wykrzykuje ten mężczyzna. To jest nadzieja, która daje wiarę. Ona ma nadzieję… Więc wierzy w swój cel.                                          
                Fale biły coraz mocniej, a dziewczyna traciła siłę by dalej płynąć. Po chwili zniknęła we wszechogarniającym granacie, mieszającym się z bielą bałwanów.  Wiatr uspokoił się, a mężczyzna uronił kilka łez, po czym zniknął.
-Czy teraz nadzieja nie zgasła?                                                                                                                                                               
-Zgasła wraz z nią.                                                                                                                                                                            
– Czyli nadzieja jednak umiera? 
-Tylko wtedy, kiedy Ty umierasz. Gaśnie wraz z tobą.                                                                                                                      
                Wiatr i fale ucichły. Jednak po chwili nastąpiło silne trzęsienie ziemi. Woda wystąpiła z brzegów zalewając plażę. Ziemia się trzęsła, a żywioł pochłaniał cały krajobraz. Wiatr zerwał się w wielki huragan, niosący ze sobą krzyk „obudź się, dziecko drogie! Pora wstawać!” lub „Co do licha zrobiłaś z tym chlebem! Nie wiesz, że chleba się nie wyrzuca?!” albo „ Idziemy na festyn! No dalej!”  Cały krajobraz zaczął się rozmazywać, kiedy nagle…

wtorek, 5 sierpnia 2014

Czym jest wybór? Jakie otwiera drzwi?

Wybór. Czym jest wybór? Jest czymś trudnym lub łatwym. Nigdy nie jest przyjemny.Ludzie bowiem często pragną dwóch rzeczy na raz. Łatwym wyborem można nazwać wybór między frytkami, a zapiekanką. Jednakże dla kogoś ten wybór może stanowić dość ciężkie wyzwanie. Jeśli kupi zapiekankę zamiast frytek, nie zmieni to wiele. Może również kupić oba dania. Są jednak wybory, które rzutują na resztę naszego życia. Wybory niejako kształtują nas, nasze życie, to kim jesteśmy, to kim się stajemy. Jednym ludziom podejmowanie wyborów przychodzi łatwiej, a innym trudniej. Tak jak ludzie pragną dwóch rzeczy jednocześnie, tak dwóch (lub kilku) ścieżek życia nie mogą wybrać.

Każdy wybór zmienia nas i nasze postrzeganie świata. Ciągnie za sobą nieodwracalne zmiany. Możemy zastanawiać się co by było gdyby. Co by było gdybym poszła do babci na obiad, a co by było gdybym poszła z koleżankami na wycieczkę do lasu? Tego nie wiemy. To właśnie wybór decyduje o nas i tym kim się stajemy. Często decyduje o naszych wspomnieniach, relacjach z innymi ludźmi, zainteresowaniach czy nawet samoocenie. W przypadku, kiedy przyjdą po nas koledzy, a my pozostaniemy w domu, może ominąć nas bardzo wiele lub spowodować zmiany w relacjach koleżeńskich. Jednakże jeśli zostali byśmy w domu, mogłoby również wydarzyć się coś, co ukształtuje nas i sprowadzi jakąś konsekwencję.

Konsekwencje wyborów są bardzo różne. Niektóre odciskają się na naszym życiu, a inne znikają po jakimś czasie. Te ważne wybory decydują o naszym dalszym życiu, o naszym dalszym bycie. Każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje, które czynią z nas kogoś.

Każdy podjęty wybór otwiera jakieś drzwi, gdyż ma istotny wpływ na naszą przyszłość. Aczkolwiek uważam, że bez różnicy w jakie drzwi wejdziemy. Wszystkie są dla nas odpowiednie. To właśnie drzwi, przez które przechodzimy, stawiają nas przed następnym i następnymi, co kształtuje nas w dalszych wyborach.

Właśnie dlatego lepiej nie zastanawiać się co by było, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Życie to wybory. Z nich się składa i kształtuje każdego człowieka. Piękne jest to, że to my tworzymy nas, naszą przyszłość.


Łapcie! Mały wierszyk.

Brak

Puste miejsce przy stole,
Serce znów boli.
Ukrywam się przed światem
W azylu z mokrych dłoni.
Posępna chmura powędrowała w dół,
A mały azyl tonie
W ulewie niezrozumienia, samotności.

Powrót z Gdańska, The Black Keys i upał

Witam, cześć i czołem! Już od dłuższego czasu nie pojawiał się żaden wpis co spowodowane było przez mój wyjazd na wakacje do Gdańska. Dzisiaj wróciłam i mam się dobrze. Wakacje w tym roku spędziłam u mojej kochanej siostry, nad morzem. Codzienne wizyty na plaży i długie leżakowanie, pozwoliły mi w pełni wypocząć. Nabrałam sił do pisania i nowej weny twórczej. Jednakże nie tylko morska bryza i piękno błękitnego morza dały mi inspirację. To między innym The Black Keys.
Pewnego wieczora włączyłam MTV Rock, na którym to kanale waśnie puszczana była piosenka Fever- The Black Keys. Intrygujący teledysk i ciekawe brzmienie, wypełniło mnie ciekawością co do tego duetu. Wcześniej słyszałam co nieco na ich temat, aczkolwiek nie miałam nigdy chęci aby posłuchać choć jednego kawałka. Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze nie słyszeli tego niezwykłego duetu, z pewnością nie pożałujecie. Ich piosenka "Lonely Boy" powoduje u mnie bezwarunkowy odruch tańczenia, co przy tak wysokiej temperaturze wcale nie pomaga ;D. Gorący dzień i gorąca piosenka, nie ma nic lepszego.

niedziela, 20 lipca 2014

Nadszedł czas na część drugą opowiadania

Zimno 


Evelyn przeciągnęła wielką walizkę, która stała przy drzwiach pokoju, na sam środek niewielkiego pomieszczenia. Wyjęła z niej czarne rurki, dżinsowe, krótkie spodenki, piżamę w róże i kilka spódniczek w kratkę, jak i również wiele innych ubrań. Drewniana szafa w mgnieniu oka zapełniła się szarymi i czarnymi ubraniami, a na wmontowanej w szafie półeczce pojawiła się sterta spódniczek i spodni. W komodzie zagościła bielizna, zarówno ta seksowna jak i mniej. Koronkowe stringi i śmieszne figi przeplatały się wraz z małym pudełeczkiem, zamykanym na kluczyk. Ów kluczyk, Evelyn miała zawieszony na szyi, na rzemyku.  Dziewczyna miała czarne włosy sięgające do ramion. Jej grzywka opadała na lewe oko i zwykle była starannie wymodelowana. Nastolatka miał duże oczy, bardzo często wspomagane eyelainerem i tuszem do rzęs.
Minął dzień, jeden, drugi i trzeci, i tak mijały dni beztroskiego lipca. Evelyn nie korzystała jednak z uroków wakacji czy malowniczej wsi. Całymi dniami siedziała w pokoju, słuchała muzyki, wpatrując się w niebo przez nagrzaną od  wakacyjnego słońca, szybę w oknie. Kto wie co przeżywała w sowim sercu? Może przeszukiwała nieboskłon w poszukiwaniu zmarłego ojca? A może szukała aniołów i Boga, ukrytych gdzieś w chmurach? A może chciała uciec od tego wszystkiego? Odlecieć tak jak ptak. Monotonia ta trwała koło tygodnia.
–Evelyn!- Po całym domu rozległo się głośne wołanie babci. Wszystkie pomarańczowe ściany, holu i półpiętra, wchłaniały każdy okrzyk. Davi przystanęła na chwilę, nasłuchując cierpliwie. Odzewu wciąż brakowało. –Młoda damo! Zejdź proszę na śniadanie!   
- Nie teraz… Teraz idę wziąć prysznic!- Dobiegło z za drzwi wołanie wnuczki.
-Będziesz jadła zimne jajka? Jesteś nie poważna.
 –Wiem to nie od dziś! 
  –Też coś- furknęła niezadowolona Davi, po czym zeszła do jadalni na śniadanie.
Evelyn delikatnie otworzyła drzwi i cichutko wyszła z pokoju, prosto do łazienki, znajdującej się na jej piętrze. Przeszła długim i jasnym korytarzem. Ściany pokryte pomarańczową farbą nadawały wesołego tonu, a półki na książki z ciemnego drewna idealnie się komponowały. Łazienka wyglądała dość staromodnie, jak cała reszta wystroju. Kwadratowe, białe i lekko wypukłe kafelki, dosłownie pachniały czystością. Umywalka była mała i wmontowana w szafkę łazienkową. Nad nią wisiało prostokątne lustro z drewnianymi oprawkami. Naprzeciwko umywalki znajdował się prysznic, wbudowany w lśniące czystością kafelki. W pomieszczeniu znajdowało się małe okienko, a pod nim żeliwny kaloryfer. Trochę dalej w koncie mieściła się toaleta. Jej czystość porażała od pierwszego wejrzenia. Wyglądała dokładnie tak, jakby była kupiona przed chwilą w sklepie.                                                                    
Dziewczyna zdjęła z siebie czarną piżamę w czerwone róże, roztrzepała rękoma włosy i weszła pod prysznic. Zastygła w zupełnej ciszy. Czas stanął w miejscu, gdy pierwsze krople wody roztrzaskały się o brodzik niczym szkło o podłogę. W jednej chwili Evelyn skąpana była w zimnym strumieniu wody. Zasępiona nastolatka oparła się rękoma o ścianę, zamknęła oczy, pochyliła głowę do przodu. Zimna woda płynęła po jej plecach, a z oczu ciekły łzy.
Do koła zniknął świat. Przed jej oczyma ukazały się wspomnienia związane z ojcem. Widziała dzień swoich jedenastych urodzin i prezent, który jej wtedy sprawił. Przypomniała sobie piknik w Dolinie Niedźwiedzi i moment, kiedy  owego niedźwiedzia udało im się zobaczyć. Do głowy wpadł również dzień spędzony w wesołym miasteczku. Zapach waty cukrowej i mydlanych baniek zapadł jej głęboko w pamięci. W kartotece wspomnień znalazła również piękne chwile spędzone z ojcem w jego pracy, przesiąknięte zapachem hamburgerów i zapiekanek ubrania, długie spacery i poranne wyprawy na ryby. Te kolorowe i pełne słońca wspomnienia stawały się coraz ciemniejsze, smutniejsze, trudniejsze. Zniknęły ciepłe barwy i słońce. Zamiast przesiąkniętych zapachem jedzenia ubrań, pojawił się granatowy mundurek. Przygody w wesołym miasteczku zamieniły się z kursem języka Francuskiego. Wyprawy na ryby zastąpiły długie wizyty u chorego ojca w szpitalu, a spacery nie prowadziły już do parku lecz na cmentarz.
Evelyn swoją duszą wciąż czuła rodzinny dom w mieście Chimont. Czuła zapach tamtych dni, smak tamtejszych jabłek. Nie potrafiła uporać się ze śmiercią ojca, który był jej najlepszym przyjacielem i powiernikiem. Z każdym dniem cierpiała mocniej. Od czasu ponownego ślubu matki, a  także późniejszego rozwodu, stała się zamknięta i przestała się śmiać. Śmierć Devona zmieniła Evelyn w znacznej mierze. Z uśmiechniętej brunetki stała się wiecznie posępną dziewczyną. Zmieniła kolor włosów na czarny, wymieniła garderobę. Kolorowe ubrania oddała na akcje „Pomoc dla najbiedniejszych”. Na miejscu pozostały tylko szare i czarne ubrania.
Dziewczyna wyprostowała się w momencie, gdy do oczu cisnęło się zbyt wiele łez. Obmyła twarz w lodowatej wodzie. Z kamienną twarzą wyszła z pod prysznica, owinęła się w ręczniki. Zadrżała z zimna. Odkręciła gorącą wodę w prysznicu i patrzyła jak w pomieszczeniu zbiera się para. Wszystkie szyby w łazience zaparowały, a Evelyn zakręciła wodę. Zamyślona dziewczyna podeszła do lustra, napisała na nim palcem, kilka słów, „Evelyn, miłość… Czy kiedyś ją poznałaś?”. Po chwili wytarła dłonią całą powierzchnię lustra. Spojrzała głęboko w swoje błękitne oczy. Nie widziała w nich nic szczególnego, tak jak i w reszcie swojej twarzy. Mówiła sobie, że to tylko kilka krost, ciemne brwi, nijakie usta, białe zęby i lekko zadarty nosek, którego nie lubiła. Nie widziała w sobie nic wyjątkowego. Nic, co przysporzyło by jej dobrego samopoczucia. Dziewczyna spuściła wzrok, po czym kątem oka zerknęła na nadgarstki. Evelyn oparła ręce o umywalkę i wykręciła na stronę wewnętrzną swoje nadgarstki, po czym znów spojrzała w lustro.  Ujrzała w nich kilka zażółconych kresek, jedną, większą bliznę i parę mniejszych. Zamknęła oczy i szybkim ruchem oderwała ręce od umywalki. Otworzywszy oczy ściągnęła z siebie ręczniki. Potwierdziła w myśli i tka utwierdzony w jej przekonaniu fakt, że ma zbyt duże biodra, za małe piersi i jest gruba. Odwróciła się od lustra i zaczęła się ubierać. Nałożyła na siebie bieliznę, koszulkę i długie, czarne rurki. Koszulka była czarna, tak jak i rurki, choć o rozmiar za duża ale i tak, wyglądała dobrze na figurze Evelyn.  Dziewczyna pochwyciła wiszącą na haku suszarkę i podłączyła do gniazdka. Jej  cienkie włosy wysuszyły się w pięć minut, po czym zeszła do jadalni na śniadanie.                                                  
Kuchnia była pusta. Nikogo w niej nie było  gdy dziewczyna się zjawiła. Duże kwadratowe pomieszczenie było dość słoneczne i przestrzenne. Przy ścianie stała  stara kuchenka, mała, srebrna lodówka i kilka blatów z wmontowanym zlewozmywakiem. Ściany były pomalowane tak jak prawie każdy pokój, na pomarańczowo. W dwóch oknach, wisiały na drewnianych karniszach, krótkie firanki.  Przy ścianie stał duży, drewniany stuł nakryty  białym obrusem. Położony był w taki sposób, że tworzył romb. Przy stole stały cztery, masywne krzesła, wykonane z drewna dębowego. Jedno miejsce było wciąż zastawione. Evelyn szybkim ruchem  odsunęła krzesło i zasiadła na miejscu. Na porcelanowym talerzu leżał chleb, kostka masła i jajecznica, dawno już chłodna. Od ciężkiego widelca, trzymanego w ręku dziewczyny, odbił się promień  porannego słońca. Po chwili na czubku sztućca zatrzymał się kawałek jajecznicy. Evelyn zgrabnym ruchem włożyła widelec do ust i zjadła nadziane na nim jajka. Dziewczyna wstała, a resztę śniadania wyrzuciła do kosza. Masło i jajka w jednej chwili leżały w koszu razem z plastikowym pudełkiem po jogurcie, zeschłym kwiatem z parapetu i innymi śmieciami. Chleb trafił natomiast za okno. Nastolatka niczym włamywacz przemknęła cichutko przez hol, nasłuchując gdzie może być babcia. Davi nigdzie nie było, więc dziewczyna powoli przeszła po schodach i weszła z powrotem do swojego pokoju. Znużona Evelyn rzuciła się twarzą na łóżko i rozłożyła ręce. Leżała tak chwilę, po czym zasnęła.

Bezsenność, bitwa z komarami, Rammstein i wygrana Lany Del Rey

Bezsenność, chyba wszyscy chorują na tą chorobę, którą można nazwać chorobą XXI wieku. Niema nic gorszego od gorących, nie przespanych nocy. Bezsenność w okresie letnim podsycana jest nie tylko zmartwieniami czy stresem ale przede wszystkim... KOMARAMI. Te owady znane nam nie od dziś, denerwują w znacznej mierze, a ich swędzące ugryzienia irytują. Moja ostatnia, nieprzespana noc, spowodowana była między innymi zmasowanym atakiem tych nieznośnych owadów. 

Kiedy zasypiałam w słuchawkach cicho sączyła się piosenka zespołu Rammstein "Du hast". W momencie gdy usłyszałam charakterystyczne dla komarów bzyczenie, poderwałam się z łóżka niczym maszyna i uruchomiłam radary w oczach. Misternie wypatrywałam nieprzyjaciela, a mocne brzmienie zespołu uczyniło ze mnie prawdziwego łowcę. Gdy namierzyłam wrogie jednostki, w mgnieniu oka sięgnęłam po broń- podręcznik od języka Angielskiego. Trzask! Prask! Wroga jednostka KOMAR#1 padła. Polowanie trwało jakiś czas, ponieważ atak był zmasowany. Po zakończonych, udanych "łowach" jakby nigdy nic, położyłam się do łóżka, po czym udało mi się spokojnie zasnąć. 

Poranek nie był jednak dla mnie obiecujący. Z pewnością fani Lany Del Rey, ucieszyli się z tej wiadomości, jednak mnie trochę rozczarowała. Mianowicie chodzi o wynik plebiscytu "Kto powinien zagrać wielki koncert w Rybniku?". Wygrała właśnie Lana, a na drugim miejscu zakwalifikował się zespół Exo, który był z mojej strony największym zaskoczeniem. Duet Hurts zakwalifikował  się na osiemnastym miejscu, a "Arktyczne małpy" na miejscu czwartym.