piątek, 11 lipca 2014

No to do roboty ;)

Początki zawsze są trudne. 


A więc oto pierwsza część mojego opowiadania. Mam nadzieję, że jest w miarę ok ;p

Początek końca.

Usiadła znużona, na chłodnym łóżku, w domu babci Davi. Jej oczy ruszyły w dziką pogoń po całym, niewielkim pokoju. Pomieszczenie, w którym spała Evelyn, składało się dosłownie z czterech ścian i znajdowało się na poddaszu. Białe mury pokoju napawały uczuciem świeżości, a drewniane, stylowe meble, nadawały wiejskiego klimatu. Duże okno ukazywało widok na zasłonięte szarością chmur niebo.                     
Evelyn miała siedemnaście lat. Była jedynaczką i przeprowadziła się do babci od strony ojczyma, całkiem nie dawno. Przeprowadzka na wieś, do babci, nie była u Evelyn choćby przez chwile w głowie. Sytuację tą spowodował rozwód jej rodziców. Matka- Mery i ojczym- Filip, byli małżeństwem pięć lat. Ojciec był prawnikiem, a matka wdową- wiolonczelistką. Poprzedni dom Evelyn był urządzony w stylu modernistycznym. Długie korytarze i przestrzenny salon z widokiem na basen oblany był zimnymi barwami. W domu dominowały białe ścian, podłogi i meble. Listwy pod sufitem i przy podłodze w salonie, były w mahoniowych kolorach i idealnie współgrały  ze skórzanym fotelem marki Kller. Fotel ten był oczkiem w głowie Filipa. Duże, szklane okna i drzwi, nie dawały w żadnej mierze, poczucia prywatności.
 Obecny dom, w którym zamieszkiwała Evelyn, idealnie wpasowywał się do wiejskiego klimatu, panującego na wsi Madilons w Angli. Dwupiętrowy domek z czerwonym dachem, ozdobiony z zewnątrz kamieniem i ogrodzony kamiennym murkiem, przypominał typowe miejsce, zamieszkane przez starszą osobę. Do koła roiło się wręcz od podobnych domków. Nawet sklepy, podobne były do domów mieszkalnych. W miasteczku tym, znajdowało się koło dziesięciu ulic. Położona blisko pastwisk wieś, cieszyła się niebiańskim spokojem. Miejscowy pub odwiedzany był przez najważniejsze osobistości wsi. Pan Chuhcraft i jego synowie, byli tam znaczącymi personami. Za pubem mieściła się szkoła i apteka, która prowadzona była przez szkolną pielęgniarkę. Kobieta ta, znała większość wiejskich plotek. Połowa  powstała właśnie przez nią samą, co nie uwłaczało jej spostrzegawczości. Naprzeciwko apteki mieszkał pan Filon Ilonsky, polski weteran, osiadły w tym domu już wieki temu. Był on źródłem wiedzy dla wielu, zainteresowanych czasami wojny, młodych ludzi. Sąsiadami pana Filona, byli właśnie państwo Chuhcraft. Dalej znajdowała się mleczarni i farma Norberta Wilsona. Wszystko to znajdowało się po północnej stronie miasta. Na południu zaś, znajdował się kościół Katolicki i dom księdza Grega Doofa, bar mleczny, a także poczta. Dalej rozpościerały się domki mieszkalne, a zaraz za nimi mała promenada z różnymi sklepami. Madilons było uroczą i zadbaną wsią. Brukowana ulica i kamienne płyty chodnikowe dodawały pewnego  „klimatu”.
W domu u babci Davi pokoje przestrojone były kolorowymi kwiatami, stojącymi na parapetach, a ściany pomalowane były na pomarańczowo lub żółto. W salonie pachniało wszechobecną starością. Staromodne kanapy, fotele i obrazy łączyły się w spójną kompozycję wraz ze starymi komodami, pułkami na książki i stolikiem do kawy. Podłoga była drewniana, wykonana bardzo starannie. Nie miała jednak konkretnego wzoru. Drewniane paski ciągnęły się wzdłuż holu, salonu i reszty pokoi. Na parterze w salonie, nie było widać drewnianej podłogi. Przesłaniał ją wielki, perski dywan, wyglądający na jeden z tych, których zdobycie graniczy z cudem. Dywan sięgał od okien aż na drugi koniec pokoju i wchodził pod komodę. Na komodzie stały ramki ze zdjęciami Filipa wraz z Davi i resztą licznej rodziny. Ten wysoki mąż prawa, wydawał się na pierwszy rzut oka wyjątkowo dobrym człowiekiem. Dla wielu ludzi był niemal, że wzorem do naśladowania. Ojczym Evelyn był prawnikiem znanym w wielkich metropoliach i wielce szanowany. Sama zaś Evelyn nie zbyt za nim przepadała. Brakowało jej zmarłego ojca Devona, który pracował jako kucharz w pobliskim fastfoodzie. Rzadko można było zobaczyć go w garniturze, do czego Evelyn musiała się przyzwyczaić w stosunku do nowego ojczyma. Filip był bardzo otwartym człowiekiem, często aż zbyt otwartym, a najczęściej w stosunku do płci pięknej. Człowiek ten był obrazem do naśladowania z zatuszowaną skazą, gdyż skrzętnie ukrywał swoje liczne romanse. Któregoś dnia, Mery po powrocie z próby orkiestry symfonicznej, w której grała, przyłapała męża na gorącym uczynku wraz z pokojówką pracującą w ich domu. Ta sytuacja zapoczątkowała upadek i tak już kulejącego związku.
-Przynieść Ci coś drogie dziecko?- Zaskrzeczała uśmiechnięta i lekko zgarbiona babcia Davi. –Może coś ciepłego do picia?                                                                                                                        
 -Nie, dziękuję… Ale miło z twojej strony- Wyszeptała Evelyn.                                               
-Dobrze więc. Od dzisiaj mieszkasz u mnie, mój dom i moje zasady. Mam nadzieję, ze się do nich zastosujesz. Jest ich dziesięć, jak dziesięć przykazań. To są moje przykazania, które obowiązują w tym domu. Pamiętaj, jeśli złamiesz którąś z zasad, dostaniesz szlaban. Zrozumiano?                                            
-Ta, oczywiście- Babcia omawiała panujące zasady, a Evelyn z każdą zasadą coraz mniej skupiała się na słowach, nadającej jak katarynka, staruszki. Po dłuższej chwili odwróciła głowę w stronę okna tracąc kontakt wzrokowy z babinką. Na dworze rozpadało się na dobre. W tym to właśnie momencie Evelyn chamsko przerwała, wciąż mówiącej Davi. – No nie! Co to ma być?! Kurde… pogoda do luftu.                
 –Nie przerywaj drogie dziecko. No ale jeśli nie chcesz mnie dalej słuchać, to zasady spisane i przyklejone są na lodówce. 
   –Czemu akurat na lodówce?- Zapytała nastolatka.
-Jak to czemu? Żebyś codziennie mogła widzieć czego musisz się trzymać!                                                     -Ja nic nie muszę- dziewczyna odgarnęła czarną grzywkę z błękitnych niczym strumyk oczu, po czym lekko uśmiechnęła się,  dodając- Będę robiła co zechcę… W końcu jestem wolnym człowiekiem, jak mawiał Devon.
 –Zrobisz jak będziesz uważała za stosowne. Miej tylko na uwadze to, że ja nie rzucam słów na wiatr.
  –Spoko… Davi? Mogłabyś wyjść z mojego pokoju?
 -Ależ !? Co? E… - wydusiła z siebie zniesmaczona staruszka.                                                                      -Dziękuję… A teraz… Cześć- Wstając z łóżka zamknęła drzwi za wychodzącą starowinką. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz